Jackie (Jackie), 2016, reż. Pablo Larraín

Imdb – 6,6
Metacritic – 81
Rotten Tomatoes – 88%
Filmweb – 6,2


Jackie to opowieść skupiająca się na życiu Jacqueline Kennedy tuż po zamachu na jej męża oraz w dniach poprzedzających pogrzeb i procesję żałobną. To przejmująca i smutna opowieść o kobiecie, która — tracąc męża w dramatycznych okolicznościach — musi znaleźć w sobie siłę, by w krótkim czasie pogodzić się z jego nagłą śmiercią, zaopiekować się dwójką małych dzieci i opuścić Biały Dom, zachowując przy tym godność należną (byłej już) pierwszej damy Stanów Zjednoczonych. Film, przetykany autentycznymi nagraniami z lat 60., składa się z nielinearnych sekwencji powiązanych wywiadem, którego Jackie udzieliła Theodore’owi H. White’owi z magazynu LIFE

Twórcy wyraźnie koncentrują się na postaci Jackie — mimo obecności innych bohaterów, film stanowi de facto studium jednej osoby. Podkreślają to bardzo bliskie, niemal intymne ujęcia kamery, skupione na twarzy Natalie Portman, odtwarzającej główną rolę. Muszę szczerze przyznać — Natalie Portman znakomicie wciela się w rolę pierwszej damy zamordowanego prezydenta. Od fryzur, przez stroje (wielki ukłon w stronę działu kostiumów), aż po perfekcyjny akcent. Oglądając film, miałem osobliwe wrażenie, że prawdziwa Natalie Portman jakby się ulotniła, użyczając swojego ciała i głosu Jacqueline Kennedy. Oglądamy wystraszoną i zagubioną Jackie, spędzającą niemal cały dzień w kostiumie przesiąkniętym krwią męża; historyczną chwilę zaprzysiężenia Lyndona B. Johsona w samolocie Air Force One; jak nalega na zorganizowanie żałobnego konduktu na wzór tego, w którym niesiono trumnę również zamordowanego prezydenta Abrahama Lincolna a także wiele innych momentów z tego przesiąkniętego smutkiem okresu. Myślę, że to w dużej mierze zasługa Natalie Portman, której udało się sportretować rozdartą Jackie, z jednej strony kwestionującą swą wiarę w Boga — a więc częściowo rewidującą własne, głęboko zakorzenione przekonania, a z drugiej strony determinowaną, by dziedzictwo jej męża — który nie zdążył osiągnąć tyle, ile planował — nie przeszło bez echa. To dzięki niej lata prezydentury JFK i ich pobyt w Białym Domu określany jest mianem „Camelot”. To właśnie tego broadwayowskiego musicalu lubił słuchać John F. Kennedy i Jackie stwierdziła, że “będzie wielu innych wspaniałych prezydentów, ale nigdy nie będzie już Camelot”. 

Rola Portman z pewnością zasługuje na uznanie, choć trudno nie zauważyć, że film bywa momentami nieco nużący. Jeśli stosunkowo krótki film (90 minut bez napisów) potrafi się dłużyć, coś musi być na rzeczy. Być może próba oparcia filmu wyłącznie na postaci Jackie nie do końca się powiodła. Może po prostu zabrakło treści, by wypełnić te 90 minut. Może warto było ten film jeszcze bardziej skrócić? Bo rozbudowanie innych wątków raczej nie wchodziło w grę — wówczas film mógłby utracić swoją jedność i tożsamość, a przecież miał być wyłącznie o Jackie Kennedy.

Widziałem film, oceniam na:

Ocena: 1 na 10.

co o tym myślisz?

witajcie!

mam na imię Kuba, piszę o filmach i tematach okołofilmowych. Doświadczenie może i nikłe, ale rośnie 🙂 Nie wspomagam się AI, wszelkie absurdy, które tutaj wyczytacie pochodzą wyłącznie z mojej głowy. Zapraszam do lektury!

Jakub Gozdecki, autor bloga Filmotyp

kategorie

Wektorowa grafika buy coffee to

Odkryj więcej z Filmotyp

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej