Gra tajemnic (The Imitation Game), 2014, reż. Morten Tyldum
Imdb – 8,0
Metacritic – 71
Rotten Tomatoes – 90%
Filmweb – 7,4
Gra tajemnic opowiada historię wybitnego matematyka Alana Turinga i jego wkładu w rozszyfrowanie działania niemieckiej maszyny kodującej, znanej jako Enigma.
Z filmu można by wyciągnąć błędny wniosek, jakoby to właśnie ów genialny matematyk, kierując zespołem kryptologów z Bletchley, zdołał samodzielnie rozszyfrować słynną maszynę szyfrującą tajną korespondencję, którą rozpracowali jeszcze w 1932 roku polscy uczeni — nieoceniony wkład polskiego wywiadu, który przychylił się do zakończenia drugiej wojny światowej. To nie miejsce, by polemizować z historyczną dokładnością fabuły. Warto niemniej wspomnieć, że — nie umniejszając wkładu żadnej ze stron — przedstawiono tutaj Turinga jako pracującego niezależnie nad łamaniem kodów oraz to, do czego doszedł konstruując tzw. bombę kryptograficzną, co ostatecznie przyczyniło się do skuteczniejszego, szybszego i tańszego łamania szyfrów w następnych miesiącach i latach wojny. Sama historia łamania Enigmy mogłaby posłużyć jako kanwa wielosezonowego serialu, a biografię Turinga oraz artykuł na temat ciągu wydarzeń prowadzących do złamania szyfrów Enigmy można znaleźć choćby na Wikipedii.
Scenariusz filmu jest adaptacją książki autorstwa Andrew Hodgesa, Alan Turing: Enigma, i trudno jest mi porównać ją z filmem, jako, że nie miałem okazji czytać książki. Ponadto, jako że jest to film częściowo oparty na faktach, dość trudno polemizować jest z historią, można jedynie nie zgodzić się z komentarzem do niej. Warto zauważyć, że film został uhonorowany Nagrodą Akademii, czyli Oscarem, właśnie za najlepszy scenariusz adaptowany.

W filmie zauważalnie wyróżnia się gra Benedicta Cumberbatcha, którego sposób ekspresji jest bardzo przyciągający i robi naprawdę spore, przynajmniej na mnie zupełnym laiku, wrażenie. Warto w ogóle zauważyć, że pozostałe postaci zarówno drugoplanowe czy epizodyczne są dobrze zagrane, co jest sporą zasługą takich wyjadaczy ekranu jak Charles Dance, Mark Strong czy grająca Joan Clarke, bratnią duszę Turinga, Keira Knightley. Narracja prowadzona jest nieliniowo — przeplata okresy młodości, czas wojny w Bletchley Park oraz późniejsze losy Turinga po wojnie i w zasadzie nie stanowi jakiejś pełnej jego biografii. Film skupia się raczej na osobowości zamkniętego w sobie geniusza (i przekonanego o własnym geniuszu), który poświęca się w całości swojej pracy zawodowej, i ma poważne trudności z przystosowaniem się do życia w społeczeństwie. Od ostracyzmu w dzieciństwie, związanego z innością (niezrozumianym geniuszem), po odmienną orientację seksualną, która przyniosła mu wiele cierpienia w ostatnich latach życia.

Imitation Game to opowieść o człowieku, który lepiej rozumiał liczby, wzory i maszyny niż samego siebie. Był pomysłodawcą maszyny zdolnej do wykonywania zaprogramowanych operacji matematycznych, czyli tzw. maszyny Turinga. Stworzył podwaliny współczesnego komputera, a także zaproponował test (tzw. test Turinga), mający określić, czy maszyna potrafi posługiwać się językiem i myśleniem równie naturalnie jak człowiek. Ten test (w wersji fikcyjnej jako test Voigta-Kampfa) był narzędziem używanym przez Ricka Deckarda czyli legendarnego Łowcę Androidów (Harrison Ford w Łowcy androidów, Ridleya Scotta) do określenia czy nasz interlokutor jest człowiekiem czy maszyną. A zatem dostrzegamy wkład Turinga w rozwój badań nad sztuczną inteligencją — wyprzedził swoją epokę. Właśnie tymi aspektami ujął mnie ten film — przedstawieniem Turinga jako nie tylko wybitnego matematyka i kryptografa, i człowieka, którego umysł wypełnia nieszablonowe myślenie, ale również niepewnego siebie, wewnętrznie kruchego wizjonera, szukającego odpowiedzi na pytanie: „Kim ja właściwie jestem?”.
Widziałem film, oceniam na:




co o tym myślisz?