Czarna mgła

Czarna mgła
Stuart: Spojrzenie w przeszłość (Stuart: A Life Backwards), 2007, reż. David Attwood

Imdb – 7,6
Metacritic – brak
Rotten Tomatoes – 84%
Filmweb – 7,4


Gdy mozolnie przedzierałem się przez listę filmów, które warto obejrzeć mój wzrok padł na film pod tytułem Stuart: Spojrzenie w przeszłość. Tytuł niewiele mi powiedział, natomiast z miejsca zaciekawiła mnie obsada aktorska, a dokładniej — ciekawe połączenie dwóch aktorów grających główne role. Benedict Cumberbatch, zwany przeze mnie Benkiem Camembertem, oraz Tomek Twardziel, czyli Tom Hardy. Niemałą rolę odegrał fakt, że film ukazał się w 2007 roku, co oznacza, że  w Stuarcie… oglądamy Tomka i Benka jeszcze zanim ich kariery rozkręciły się na dobre. Uzasadniając swój wybór filmu, mogłem więc obejrzeć dwóch moich ulubionych aktorów, jeszcze nieopakowanych w ładne hollywoodzkie pudełka. Czułem, że coś będzie tutaj na rzeczy.

Film jest ekranizacją wydanej w 2005 roku w Wielkiej Brytanii książki pt. Stuart: A Life Backwards autorstwa Alexandra Mastersa. Była to dość osobliwa biografia — po pierwsze dlatego, że jej bohaterem był bezdomny, a po drugie, że zaczynała się „od końca”. Owym bezdomnym był Stuart Shorter, a Masters opisał w książce jego pogmatwane i pełne wybojów życie, zaczynając od czasów obecnych, cofając się do momentu, gdy Stuart był dzieckiem. Trochę tak, jakby cierpliwie zwijał chaotycznie rozwiniętą nić, aż dotarł do nienaruszonej szpulki — docierając poniekąd do przyczyny problemów Shortera. 

Masters, pochodzący z pisarskiej rodziny (“pisanie wydaje mi się chorobą, na którą cierpi cała moja rodzina”), niewiele miał wspólnego z rzemiosłem literackim. Jego światem była fizyka, mechanika kwantowa i matematyka, którą studiował na Open University, uzyskując tytuł magistra. Jednak wszechświat miał inne plany. Masters, chcąc dorobić, rozpoczął pracę jako asystent w hostelu dla bezdomnych w Cambridge, gdzie jego drogi skrzyżowały się z drogami młodego, około trzydziestoletniego Stuarta Shortera. Shorter — bezdomny, uzależniony oraz borykający się z problemami psychicznymi awanturnik — również zaangażował się w pomoc i działalność aktywistyczną na rzecz pokrzywdzonych przez los. Z tego zetknięcia dwóch światów w głowie Mastersa zrodził się pomysł na napisanie — jak sam to określa – najprawdopodobniej pierwszej na świecie biografii osoby bezdomnej, której formułę, przywodzącą na myśl historię Benjamina Buttona, wymyślił sam Shorter.

Film zaczyna się dość niemrawo, niemalże nieciekawie, czyli trochę jak przeciętny brytyjski film obyczajowy – do momentu pierwszego walnięcia w bebechy. Potem zakłada podwójnego Nelsona, aby w punkcie kulminacyjnym zadać ostateczny cios i rozłożyć na łopatki. Takie przynajmniej miałem wrażenie, podążając za fabułą przedstawiającą losy Stuarta. Używając innej analogii, jest tak, jakbyśmy wsiedli na ogromną kolejkę górską, która rozkręca się powoli, by runąć nagle w dół, miejscami obraca nas do góry nogami, potem może na chwilę zwalnia, po to by znów powtórzyć szaloną jazdę. Czapki z głów przede wszystkim dla odgrywającego tytułową rolę Toma Hardy’ego. Przeistacza się on perfekcyjnie w niechlujnego Stuarta, włączając w to widoczną w ruchach i mowie dystrofię mięśniową — a dokładniej: odziedziczoną po ojcu dystrofię twarzowo-łopatkowo-ramieniową — oraz niewidoczną i dużo bardziej niepokojącą osobowość typu borderline (“Nazywam to czarnymi mgłami”). Cumberbatch stanowi jedynie tło dla popisu aktorskiego Toma, co zresztą jest tu zrozumiałe i wpisane w rolę. Hardy to bezapelacyjny mistrz interpretacji emocjonalnego tornada, które trawi grane przez niego postaci. Pokaże jeszcze swoje unikalne zdolności wybebeszania psychicznych wnętrzności choćby w filmie Bronson, traktującym o awanturniku i wykolejeńcu, którego niepohamowana agresja wysłała za kraty na prawie trzy dekady. 

Film pochyla się nad problemem bezdomności, a dzięki elementom biograficznym mamy tu coś na kształt studium przypadku. I chwała Bogu, gdyż owo studium pokazuje problem zdecydowanie wyraźniej i dociera głębiej. Bezdomni to ludzie na marginesie społeczeństwa – mówi się, że wręcz żyją poza nim. Ale czy nie jest inaczej? Czy nie są w samym jego środku, tylko na tyle niewygodni, że łatwiej nam ich nie zauważać i tym samym pozornie wyrzucać poza jego granice? Jak w utworze Phila Collinsa, Another Day in Paradise – nie widzimy, ani nie słyszymy i zażenowani przechodzimy na drugą stronę ulicy. Bezdomność to zjawisko powszechne, występuje wszędzie na tym łez padole. Masters – który jest także autorem scenariusza – nadaje problemowi bezdomności ludzką twarz i robi to naprawdę precyzyjnie. Być może uzewnętrznia się tutaj jego ścisłe wykształcenie — w końcu w równaniu matematycznym nie ma miejsca na niepotrzebne ani nadmiarowe byty. Liczy się precyzja. Także dzięki niej film trwa dziewięćdziesiąt minut, co jest strawną długością, zwłaszcza że mówimy tu o szalonej jeździe na kolejce górskiej. Niektórych rzeczy zwyczajnie nie da się długo wytrzymywać.

Przyczyn bezdomności jest wiele, są to przeważnie złożone sploty okoliczności prowadzące do trwałego pozbawienia dachu nad głową. Nie chcę się w to zagłębiać, jako że nie jest to blog o zjawiskach społecznych, natomiast warto wymienić jedno podłoże problemu, gdyż jest to istotne dla fabuły, czyli równocześnie ważne dla Stuarta. Shorter cierpiał na zaburzenie osobowości znane jako “osobowość chwiejna emocjonalnie podtypu granicznego” (tzw. osobowość borderline), które najprawdopodobniej “wyniósł z domu”. Okres dzieciństwa był w jego przypadku, ujmując to eufemistycznie, trudny, a to właśnie ten okres życia ma największy wpływ na rozwój osobowości borderline. I tu przechodzimy do tego fragmentu, o którym pisałem na wstępie – walnięciu w bebechy. Shorter ma napady czegoś, co nazywa “czarnymi mgłami”. Wówczas traci nad sobą panowanie, i staje się zagrożeniem, przede wszystkim dla samego siebie. Nie chcę psuć przyjemności oglądania filmu (słowo przyjemność jest tutaj bardzo nie na miejscu) i opisywać szczegółowo scen, ale są one jednymi z najcięższych i najmroczniejszych w filmie. 

Masters, poza napisaniem książki, także ją zilustrował. To dość proste, ale jednak charakterystyczne kreski, ubarwiające i rozświetlające mroczne tony fabuły. Owe rysunki pojawiają się także w filmie, w postaci krótkich animacji – i tutaj to zbalansowanie ciężkich treści jest dużo bardziej wyraźne. Niemrawo, niemal nudno zaczynający się film zostaje w głowie jeszcze na długo po seansie. Jest poruszający, jest miażdżący, jest… No po prostu trzeba go obejrzeć. Ale — uwaga — zanim zasiądziemy przed telewizorem, najlepiej skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą, bo seans grozi wstrząsem. Po filmie nie będziemy już tacy sami. Ostrzegałem. 

co o tym myślisz?

witajcie!

mam na imię Kuba, piszę o filmach i tematach okołofilmowych. Doświadczenie może i nikłe, ale rośnie 🙂 Nie wspomagam się AI, wszelkie absurdy, które tutaj wyczytacie pochodzą wyłącznie z mojej głowy. Zapraszam do lektury!

Jakub Gozdecki, autor bloga Filmotyp

kategorie

Wektorowa grafika buy coffee to

Odkryj więcej z Filmotyp

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej